ul. B. Chrobrego 3a,
64-100 Leszno

Wielkopolskie regiony etnograficzne

DOŻYNKI WIELKOPOLSKIE

Zwyczaje, podobnie jak wszystkie inne elementy kultury Słowian, kształtowały się na podłożu gospodarczym związanym ściśle z rolnictwem, które obok hodowli stanowiło główne źródło utrzymania ludności. Na tym podłożu wykształciły się wśród rolniczych ludów słowiańskich pewne ustalone normy społeczne i ekonomiczne, jak równie szereg obrzędów między innymi dożynki, wchodzące w skład zwyczajów, obchodzonych na podstawie kalendarza obrzędowego.

            Polacy przed przyjęciem chrześcijaństwa mieli własny kalendarz obrzędowy. Rok podzielony był na okresy i zawierał rozmaite święta mniej lub bardziej uroczyste. Terminy tych świąt nie były ściśle ustalone. Niemniej jednak w tym zmiennym kompleksie praktyk możemy wyróżnić pewne typy świąt. Wyznaczały je pory roku. Początek lata związany był ze świętami wegetatywnymi, których pierwotnym sensem było utrzymanie ciągłości wegetacji zbóż – zapewnienie pomyślności plonom. Wierzono, że cel ten można osiągnąć przez ceremonie, które miały bezpośrednio wpłynąć na bieg przyrody dzięki związkowi powinowactwa, czy podobieństwa między obrządkiem, a skutkiem, mającym nastąpić w jego wyniku.

            Jak wyglądały te ceremonie w zamierzchłej przeszłości trudno powiedzieć. Dawne pogańskie obyczaje uległy przez wieki zmianom. Wiele z nich zaginęło w okresie utwierdzenia się chrześcijaństwa. Kościołowi walczącemu z obrzędowością pogańską nie udało się jednak wykorzenić wszystkich dawnych zwyczajów.

            Przekazywane z pokolenia na pokolenie w ciągu nieprzerwanego bytowania ludności rolniczej są one wykładnikiem jej własnych doświadczeń życiowych i wierzeń.

Obrzędowość ludowa stykała się w ciągu wieków z różnymi formami panującymi w innych warstwach społeczeństwa, z ich tradycjami kościelnymi i świeckimi. Uległa im jednak tylko częściowo zachowując zawsze zasadnicze cechy ukształtowane na podłożu rodzimej kultury rolniczej. Treść i forma tej obrzędowości wyrosły z ziemi, z którą związani byli jej twórcy. Stąd mamy wszelkie prawo wnioskować, że w zachowanych do dziś zwyczajach ludowych tkwią elementy właśnie tych dawnych pogańskich kultów obrzędowych.

Lud przywiązywał zawsze wielką wagę do wszystkiego co wiąże się bezpośrednio z zabezpieczeniem bytu, a więc pożywieniem. Podstawą pożywienia ludności rolniczej były potrawy zbożowe. Stąd też spotykamy się ze zjawiskiem rozpowszechnienia praktyk łączących się z uprawą zbóż, a więc z siewem, wegetacją zbóż i wreszcie ze żniwami.

Ziarno należało siać z zachowaniem praktyk magiczno-obrzędowych

zmierzających do zapewnienia pomyślności plonom. Należało również sprzątać zboże tak, aby w ostatnich kłosach zżętych z zachowaniem form magiczno-obrzędowych zachować siłę rozrodczą zboża, która miała przetrwać w ziarnie do następnego siewu i zasilić swą mocą nowe, wyrosłe z tego ziarna łany zbóż.

            Początek żniw był chwilą niezwykle uroczystą. Wybierano na ten cel specjalny dzień. Za najbardziej szczęśliwe dni uważane były soboty względnie środy. Nie należało rozpoczynać żęcia zbóż w poniedziałek względnie w piątek, gdyż w przeświadczeniu ludu są to dni niepomyślne. Żniwa zaczynały się od nabożeństwa, podczas którego święcono sierpy. Przeważnie w dniu rozpoczęcia do południa świętowano, a dopiero po południu żeńcy wychodzili w pole, żeby chociaż kilka razy kosą „pociągnąć”. Wierzono, iż niezwykle ważne dla całości żniw jest zżęcie pierwszych kłosów. Tę zaszczytną funkcję spełniał zwykle sam gospodarz. Istniało przeświadczenie, że pierwsze kłosy mają moc leczniczą. Ścinanie ostatnich kłosów to również bardzo uroczysty moment w różnych okolicach różnie obchodzony. Czynność tę określa się jeszcze dziś bardzo obrazowo np.: „wyganianiem przepiórki”, „wiązaniem barana”. Ostatni snop także miał swoją nazwę: „stary”, „pępek”. To ostatnie określenie jest szczególnie charakterystyczne dla Wielkopolski.

            Rozpowszechniona niegdyś wiara w ducha zboża odgrywała poważną rolę w zwyczajach i obrzędach dożynkowych. Lud wierzył, że duch przebywał w ostatniej garści zboża pozostawionej na polu, a gdy się ją ścięło, wówczas został schwytany, albo przepędzony lub zabity. Snop ten, lub wianek uwity z ostatnich kłosów zanoszono weseląc się do domu i traktowano z honorami jako bóstwo. Przechowywano go do wiosny i mieszano wykruszone z niego ziarna z ziarnem siewnym.

            Zwyczaje i obrzędy występujące przy siewach i zżęciu zbóż miały bardziej charakter magiczny niż sakralny. Cel pożądany osiągano raczej przez ceremonie mające wpływ na przyrodę, niż przez modlitwy i ofiary. Zwyczaj uczestnictwa we mszy świętej z okazji żniw, pojawił się dopiero w okresie folwarczno-pańszczyźnianym i nie był zbyt rozpowszechniony.

            Kulminacyjną częścią zwyczajów żniwnych jest zaniesienie do domu wianka, czy snopa i wręczenie go gospodarzowi. Pierwotnie ostatnie kępki zbóż nie odznaczały się wyszukaną formą i bogactwem ozdób. Były to małe snopeczki uwite z tego zboża, które aktualnie sprzątano z pola. Snopki te wręczano gospodarzowi, który następnie raczył żniwiarzy poczęstunkiem.

            Wstępnym pracom polowym, jak i sprzątaniu zbóż towarzyszyły ceremonie o charakterze obrzędowym. Gromada uczestniczyła w nich z powagą zdając sobie sprawę z doniosłości zabiegów mających wpływ na losy ich plonów. Również śpiewy i tańce przy tym wykonywane miały charakter obrzędowy i były częścią dożynek.

            Z czasem dożynki zostały wzbogacone o inne elementy obrzędowe i widowiskowe. Szczególne ich bogactwo zaczyna się w okresie folwarczno-pańszczyźnianym, kiedy to większość ludności wiejskiej w tym okresie była zobowiązana do pracy na rzecz pana. Okazją do uciechy i zabawy był dzień ukończenia żniw. Wtedy to chłopi stawiali się gromadnie u pana i przynosili mu symbol plonu, którym był już odpowiednio formowany i strojony wieniec ze zbóż. Przed panem należało się bardziej wytwornie pokazać. W tym celu ubierano się odświętnie, tańczono i śpiewano.

                                   „Przynieśliśmy plon jegomości w dom.

                                   Dejże Boże plonowało,

                                   Po sto garndy mendla dało,

                                   Jegomości w dom....................”[1]

            Uroczystość zaczynała się od momentu, gdy strojny i tłumny orszak zbliżał się do dworu. Na przedzie kroczył zwykle przodownik, na ogół ten kto dożynał ostatnie kłosy z pola. Wieniec niesiony przez przodownika symbolizował plon, był określany jako gość, którego w domu gospodarza powinny spotkać zasłużone honory. W chwili wręczania wieńca gospodarz na znak przyjęcia daru, okręcał się z oddającym go żniwiarzem w takt tanecznej melodii. W ten sposób gospodarz stawał się stróżem zboża, które miało przebywać do momentu zasiewów pod jego domem.

            Dożynki były doskonałą okazją do zabawy, tym bardziej, że gospodarz musiał się odwdzięczyć za trud żniwiarzy i ugościć przybyłych jadłem i napojem.

Należało się okazać hojnym w tym dniu, wystawić boczki z piwem i beczkę gorzałki, a do tego podać godziwą zakąskę. Cała uroczystość miała charakter wesołej zabawy, w której dominowały tańce i śpiewy. Te elementy zabawowe z czasem, tracą swój pierwotny sens i stopniowo zanikają.

W każdym regionie Wielkopolski dają się zauważyć pewne cechy charakterystyczne tylko dla tej a nie innej okolicy. Wiąże się to z tradycjami lokalnymi, z przejęciem zwyczajów praktykowanych w sąsiednich regionach, często nie związanych ze zwyczajami dożynkowymi.

            W okolicach Kostrzyna po ukończeniu sprzętu żyta lub pszenicy, przodownica związawszy ostatni snop, wyjmowała z niego garstkę kłosów, zdobiła ją kwiatami, przepasała wstążką i zanosiła w darze panu. Bukiet nosił nazwę „pępa”. Następnie obchodzono uroczyście „wieniec”. Przodownik zamawiał muzykanta, który towarzyszył gromadzie w pochodzie do dworu. Na czele pochodu kroczyła przodownica z wieńcem na głowie. Wieniec składał się z orzechów laskowych przewiązanych tatarakiem. Umocowany był na kolistej podstawie w kształcie korony zdobionej ponadto figurkami z pierników, ciasta, a nawet z drewna. Przodownik niósł na głowie drugi wieniec upleciony z różnych gatunków zbóż. U wierzchołka wieńca zawieszano czerwone jabłko (symbol płodności). Przybywszy do dworu przodownik i przodownica okręcali się w kółko i składali wieńce na uprzednio przygotowanych półmiskach. Pan odbierał z półmisków wieńce i w zamian rozdawał datki pieniężne, i częstował obecnych wódką. Całej ceremonii wręczania wieńców towarzyszyły pieśni dożynkowe a później tańce.

Taką postać miało wręczanie wieńca tylko w tych wsiach , w których był dwór szlachecki. W okolicach gdzie dworu nie było, żniwiarze poprzestawali na obchodzie „pępka” składanego w darze gospodarzowi, który uhonorował żeńców poczęstunkiem, ale był on o wiele skromniejszy niż na dworze szlacheckim.

Obchody dożynek różniły się w różnych częściach Wielkopolski drobnymi szczegółami, nosiły różne nazwy i miały różny przebieg[2].

Na koniec chciałbym przedstawić program dożynkowy mikroregionu chazackiego, który przetrwał do dziś i jest kontynuowany przez Regionalny Zespół „WISIELOKI” z Szymanowa.

 

oprac. Michał Umławski

 


[1] Oskar Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 9 cz. I Wydawnictwo PTL Wrocław – Poznań, str. 159

[2] J. Dydowiczowa, „Zwyczaje i obrzędy doroczne”, Kultura Ludowa Wielkopolski, Poznań 1967r. t.3, str. 73